Suką szarpie, a ja jadę. Miota mną jak workiem kartofli po bagażniku. Ręce skute, mogę co najwyżej szukać oparcia osiniaczonym łokciem po „kabinie zatrzymanego”, czyli niewielkiej na tyłach dostawczaka przestrzeni przerobionej na mobilną izolatkę na potrzeby Policji. Tym razem przewożą mnie z izby przyjęć psychiatryka PCK pod sam dom. W iście królewskim stylu dwusamochodowy orszak znajdzie się wnet pod klatką, a ja w uroczystej eskorcie aspirantów, w złotych kajdankach polskiego obywatelstwa, odbędę przemarsz pod oknami sąsiadów, przebrany za niebezpiecznego psychopatę – brakuje mi tylko maski Hannibala Lectera, ale kurtkę przez kajdanki mam profesjonalnie przewieszoną. Oglądało się 997.
– Tego jednego Tippmanna z tą czaszeczką to masz nieźle odpicowanego – oficer ABW, w przeciwieństwie do granatowych hipciów z częstochowskiej policji, demonstruje swoją biegłość w klasyfikacji broni nie-palnej, markerów paintballowych, sprzętu hobbystycznego.
Zagaduje mnie, żebym był spokojny, bo chodzą już ploty, że na komendzie nastraszyłem komendanta i nie boję się wrzeszczeć na innych. Niewiele mi mogą zrobić. Ja nie czuję lęku przynajmniej od dwudziestu lat, pewnie i więcej. Może od tego dnia, gdy ojciec na moich oczach tłukł czaszką mojej mamy kafelki w kuchni? Ile mogłem wtedy mieć? 5-7 lat. Może to było później. Może w gimnazjum, gdy przygwożdżony do posadzki szkolnego korytarza „jedną ręką” przez niewysokiego recydywistę, spadochroniarza z poziomu +2 wyżej, na oczach całej szkoły, milczałem.
Nie przeprosiłem za nic. Na pewno nie za to, że się krzywo spojrzałem. Potem mnie chcieli dojebać na szkolnej potańcówce z kolegami, ale ja wolałem siedzieć w domu i grać w gry.
– Zapraszam na zajęcia z survivalu, można pograć tym w grę terenową – odpowiadam ABWerakowi – U nas sprzęt tylko z najwyższej półki.
Kiwa coś głową, chyba zadowolony, że mnie podpuścił, a ja dam mu teraz to, po co przyjechał. Gładziutkie przeszukanie mieszkania. Tłumaczy mi: zajrzy tylko, ja pootwieram szafki, szuflady – on musi tylko mieć odnotowane, że spojrzał do moich rzeczy i czy znalazł jakąś broń.
Trochę go słucham, a trochę patrzę na jego smartwatch i widzę Vault Boya, już tego po Bethesdzie, maskotkę serii Fallout. Seria dość popularna wśród organów ścigania. Zauważę jeszcze wkrótce koszulkę technika, który będzie zdejmował mi odciski palców i pobierał DNA, jak również kilka plakatów z gry na czwórce, tzn. Komisariacie nr 4, gdzie zostałem wezwany w celu złożenia wyjaśnień względem zarzutu stworzenia zagrożenia przedmiotem przypominającym broń.
Dojdziemy do tego. Grunt, że jestem spostrzegawczym obserwatorem, jeśli ktoś w to wątpi, niech teraz uwierzy. Nie da się być pisarzem bez zmysłu niedostrzaglnej obserwacji innych włączonej non-stop, czasem na stand-by, ale zawsze kurwa w tle. Ludzki dyktafon. Tak mnie traktujcie.
Na razie stoję w asyście pięciu policjantów oraz oficera ABW pod drzwiami mieszkania, które jeszcze na ten moment należy do mnie, choć wkrótce zostanie mi odebrane. Stoję i wiem, że zaraz rozpęta się piekło.
– Jezus, Paweł! Matko Boska!!! Zostawcie go, dlaczego on jest w kajdankach?! – bulwers matki zalewa nas od progu. Szkoda, że udawany. Szkoda, że na pokaz.
Nie wiadomo w sumie przed kim, mamo. Przede mną? Zbędne – już dawno przejrzałem przez tę fasadę, od dawna wiem już, że nawet, gdy mnie bronisz, robisz to po prostu, by chronić swoją reputację. Więc może dla nich? Dla ludzi, którzy jeszcze przed paroma dniami katowali ci syna, doprowadzając trzykrotnie do utraty świadomości? Może robisz to, bo wtedy, gdy błagałem „daj mi telefon, nagram ich, inaczej mnie zabiją” spojrzałaś mi w oczy i skłamałaś: „nie mam przy sobie telefonu”.
A może robisz to dla siebie? Może ten dysonans pomiędzy graną przez ciebie troskliwą mamtkę a nieumiejętnością podtrzymywania tej fasady w warunkach ekstremalnych po prostu cię przerasta? Lecą performance bugi. Z tymi jest najgorzej. Logika biznesowa spójna, ale układ krwionośny nie nadąża.
Łatwiej było kłamać ludziom w oczy, gdy byłaś młoda, gdy dzieci były małe. Gdy nie mogły same zadzwonić po policję, jak ojciec robił kolejne swoje akcje. Wtedy miałaś wszystko pod kontrolą – kontrola, jaką nałożnica ma nad sułtanem – pewien wpływ tylko: swój spryt, ogrywanie wroga, usypianie czujności, ukrywanie jego przewinien przed innymi; budowanie zaufania – taka gra na dłuższą metę, maraton, nie sprint – tylko gdzie jest META do kurwy nędzy, matko?
Po chuj go kryłaś tyle lat? Teraz, gdy ja mu w końcu po czterdziestu latach „nakopałem do szmat” (jeden z jego klasyków), bo se zrobił z telefonu od mojej córki zabawę pt.: „poproś grzecznie tatusia, to ci może powie, co może mówiła” i tym konkretnie w końcu przelał czterdziestoletnią czarę goryczy.
ALE TERAZ, PONIEWAŻ TY GO TYLE LAT KRYŁAŚ – ja za to wszystko będę musiał odpowiadać.
Gratulacje, herosko pierdolona.
– Ło Boże, jak młogliście, przeto by wy mi go bijali tam wcześniej a on dobry chłopiec zawsze był! – dostajesz ode mnie mateczko najbardziej żałosną parodię w historii świata w nagrodę za swoje poświęcenie. – Oj, ja wam a już przenigdy już mojego ty synalka nigdzie nie dam! Wy potwory! Wy straszne monstra, wy!
-Proszę pani, niech się pani uspokoi – odzywa się ABWerczyk i zerka na mnie.
-Mamo, przestań – mówię. – Posłuchaj pana.
-Łoni cię bili! Ja nie pozwoliłam! Ja go broniłam własnymi piersiami!
Matce odpierdoliło. Skonfabulowała sobie scenariusz, gdzie ona RZECZYWIŚCIE stanęła po mojej stronie. Gdzie własnym ciałem OBRONIŁA mnie przed biciem, katowaniem, gdy kilka dni temu poszedłem protestować, organizując jednoosobowy protest przeciwko bierności policji w kwestii sprawy mojej córki, którą matka bezprawnie wciąga do sekty, co jest złamaniem moich praw gwarantowanych Konstytucją RP.
Nie pomogła mi wtedy, a jeszcze przeszkadza teraz.
Widzę jak ABWerak z miłego faceta powoli przeistacza się w zgniłą świnię, która mieszka sobie wewnątrz każdego chuja, który dostaje jakąś tam „władzę”. Ten jeszcze się powstrzymuje przed walnięciem matce w twarz: „JAK SIĘ BABO NIE USPOKOISZ, TO ZROBIMY PRZESZUKANIE TAK NAPRAWDĘ, PO SWOJEMU, A WTEDY JUŻ SYNA NIE ZOBACZYSZ. CHCESZ TEGO?”
Ponoć „to nie jest koncert życzeń”. Wiecie, ile razy dzwoniłem na 112 i słyszałem taką odpowiedź, gdy pyutałem, co Policja zrobiła w sprawie mojej córki? Albo od interweniujących policjantów, których wzywałem do egzekwowania gwarantowanych zabezpieczeniem sądowym kontaktów regularnie z córką, w każdy parzysty weekend? Policja to taki chujowy dżinn. Oferuje ci spełnienie tylko tych złych życzeń. A jak sam czegoś potrzebujesz, to się kurwa licz z tym, że dżinn nie lubi problematycznych spraw.
– Mamo, zjadłbym coś. Ugotuj mi pomidorową. Taką jak robiła babcia.
Matka patrrzy na mnie i coś tam trybiki zbrejnrotowanego umysłu intra-youtubem dominikańskich mszy, gejów szukających domu do remontu, powtórek przyjaciół, pisiorskiej propagandy itd., z wielkim wysiłkiem kół młyńskich, PRZESUWAJĄ SIĘ w stronę subtekstu, w stronę porozumiewania mniej jawnego, opartego o lata wiedzy, jaką mają ludzie o sobie, gdy sobie ufają. Ja wiem, że babcia robiła zupę pomidorową identyko jak moja mama robi. Nie raz tę zupę jadła Asia. Kiedy nawiązuję do tak ważnych spraw, mama instynktownie wie, że to ma priorytet. To takie sudo. Więc, mamo komunikat brzmi: lepiej będzie, jeśli pójdziesz i będziesz w tle, nie zwracała na siebie uwagi i słuchała, mamo – więc milcz chwilowo, bardzo cię proszę – a poza tym: tak, jestem głodny, bo wiesz, że ja jedzenia nie lubię, jak mi się podtyka pod nos, ALE jak sam przyjdę i powiem, że chcę coś zjeść, to jest to na 100% kurwa poważnie.
– Pomidorową? Ale to musiałabym jechać do domu, tutaj nie mam nic na zupę…
I ja wiem, że ty to wiesz. Na jakimśtam podświadomym poziomie.
-No to my skończymy przeszukanie, pani pojedzie, zrobi synowi zupę. – ABWerczyk luzuje kij z dupy, bo zaklęcie rączej klaczy, które przed chwilą miał przed oczami, działa kojąco nawet na szympansy. – Tylko my najpierw jeszcze pojedziemy na czwórkę. Potem syn wróci i zjecie zupę.
-Ło Boże! Toszto łoni z tej czwórki, to łoni go bili, cała noca, panocku, cała noc, ja czuwałam, ja się modliłam, ja mu życie ratowałam!
JEBANY. Zepsuł mi cast spella.
– Mamo, słuchaj, co pan mówi i już nic nie mów! – wrzeszczę praktycznie, ale na tyle spokojnie, żeby się kurwa na mnie pozostali w mundurach nie rzucili i nie zaczęli mnie napierdalać. Oferowali mi już tego dnia wizytę w toalecie, w policyjnej szatni, za korytarzem, jak się wchodzi na komendę to: schodami do góry, w prawo, jak otworzą drzwi, potem prosto, prosto, potem jest na lewo szatnia – śmierdzi tam dość, jest zaduch, żarówka daje ciepłe, pomarańczowe światło, drzwi i framugi na białokremowo, szafki tam są, ławeczki a po PRAWEJ kibelek.
– Już mi się odechciało. Nie idę tam – powiedziałem wtedy.
– Za dużo się naooglądałeś filmów – odparł Zgrywus, tak nazwałem kolegę z komendy głównej, który mnie potem przekazywał pod opiekę ABW.
Filmów to za dużo się oni naoglądali. Wszyscy myślą, że są Pitbullem albo Furiozą. Noszą te kurwa tatuaże symbolizujące ich skażenie brudem miasta, muszą być twardzi skurwiele z nich, bo inaczej to kurwa nie da się tej pracy robić, rozumiesz? Jak bym był miękki, jakbym każdego wysłuchał i rozumiał, to bym już nie żył, czaisz? To akurat tłumaczył mi Bolek albo Lolek, nr odznaki 718499 albo 718510 (numer buta 46,5 ponoć, co zdradził mi z własnej inicjatywy, gdy słyszał, że zapamiętuję nr-y ich odznak), gdy leżałem z zakrwawionym ryjem na posadzce McDonald’s obok BP. Albo później? Jak klęczał mi któryś z nich na głowie dociskając ją do posadzki przed izbą przyjęć PCK, wrzeszcząc: „I po co ci to było? Siedziałeś sobie spokojnie bez kajdanek, wstałeś, rzuciłeś się na nas… co? RZUCIŁEŚ się kurwa, rozumiesz? Świadkowie widzieli, rzuciłeś się kurwa, my cię musieliśmy z partnerem przytrzymać, a ty co, bijesz głową o posadzkę, tak? Co? Co mówisz? Że Jezus też cierpiał na krzyżu? No widzisz, a ja jestem ateistą i kolega też. My tu takich fanatyków religijnych w Częstochowie nie lubimy, co gadają o jakichś sektach, wiesz? Tacy u nas lądują tu, gdzie zaraz sam wylądujesz.”
Bolek lubił sobie popierdolić w taki sposób po prowokować. Jak mnie przeczołgali w mcdonaldzie to non stop powtarzał tylko: „Patrz, Lolek, co sobie wypiorę spodnie, to wiem, że będzie tej nocy cioranie, i zobacz, co mi się trafiło.” A w sumie, to może i to jest dobry moment, żeby opisać, co się działo w tym mcdonaldzie, co nie? Dobra, to skończę tylko wątek ABW, bo to już niedługo.
– Dobra, gdzie pana pokój? – ABWerczyk ma już dość grania miłego i przechodzi w tryb formalny.
– No w sumie nigdzie. Tam jest sypialnia córki. Obok tutaj jest sypialnia żony. Ja śpię w salonie na kanapie, tu pracuję, tu jest trochę moich rzeczy. W szufladach.
– Dobra, otworzyć szuflady. W sypialni żony jakieś pana rzeczy?
– W sumie nie wiem, dawno tam mnie nie było.
Seks na kartki. Przypomniałem sobie „żartobliwy” prezent, jaki otrzymałem od mojej żony na któreśtam urodziny, święta, dni chłopaka, jeden pies. Pełen kuponów na seks, wyjazdy pod namiot, niekłócenie się, a przede wszystkim na HAMOWANIE JEJ JEBANEGO OCD I NIESPRZĄTANIE PO NOCACH. W sumie próbowałem całkiem niedawno skorzystać. Okazało się, że karnety były ściemą bez pokrycia. Zupełnie jak nasze małżeństwo.
Ale ja jestem łatwy, kurwa. Może to moja morda przyciąga takie figurantki? Może widać na niej: bili mnie, krzyczeli na mnie, okłamywali mnie, torturowali psychicznie od dziecka, ALE jak widać jestem już teraz duży i jakoś z tym żyję – zapraszam wszelkie pojebane panie, które potrzebują swoje daddy issues schować pod plastrem o kształcie faceta.
Zapraszam do dalszej lektury, na razie trzeba na to wszystko jakoś zarobić i pospłacać długi.
Paweł „Borys” Borysewski
What say you, dear reader?