PARAMETRYKA.11

W porównaniu z fabrycznym procesorem hauswezyra hegemon był istnym tytanem mocy obliczeniowej i dało się to odczuć. Pobór energii skoczył kilkukrotnie od chwili, gdy Judikay przydzieliła go w przestrzeń podporządkowaną modułowi osobowości Homera. Koniecznie trzeba było na czymś zaoszczędzić.

Hauswezyr przeanalizował swoją bieżącą konfigurację i wywnioskował, że w sytuacji, gdy Sara jest już od kilku lat emancypowaną spod władzy rodzicielskiej obywatelką i nie mieszka tu, a Jacob nie ma innych dzieci ani też nie kontaktował się z nikim w sprawie potencjalnej adopcji, to nic nie stoi na przeszkodzie, by pozbyć się pakietu asystenta babyproofingu, a także odinstalować zestaw funkcji pararodzicielskich domowego systemu, takich jak: edu-menedżer, hobbypromotor, bajkomat, holoprzedszkole, asystent gry w chowanego i emulator klowna.

Zwykle wymagałoby to zgody administratora, ale po zabiegach Judikay Homer zyskał dużo więcej autonomii niż typowy hauswezyr. Bez chwili zwłoki położył nieprzydatne subsystemy. Zawahał się jedynie przy wciąż aktywnych opcjach śledzenia urządzeń mobilnych sprzęgniętych z profilem objętej niegdysiejszą opieką użytkowniczki. Podejrzewał, że zgoda na śledzenie to jakiś błąd, więc sprawdził wpisy w ewidencji. Ale błędu nie było. Pomimo wyprowadzki z domu, Sara wciąż była zarejestrowaną pod adresem Jacoba rezydentką. Żadne z nich nie zadbało, by tę sprawę wyprostować i Homer mógłby się założyć, iż Jacob nie miał w ogóle pojęcia o tym, że za pośrednictwem modułu opiekuńczego swojego domu miał w ograniczonym stopniu możliwość nadzoru urządzeń swojej córki. Mógłby się założyć figuratywnie, rzecz jasna, gdyż tego typu hazard wśród hauswezyrów w oparciu o dane dotyczące rezydentów był pod Integralem absolutnie wykluczony.

Reklamy

Zwlekał z decyzją trzysta milisekund, ale posłał w końcu ping do śledzonego urządzenia, a w odpowiedzi otrzymał geowektor. Działało. Sara była w domu. A tak właściwie to u Davida w domu. A że nie byli małżeństwem ani nie współdzielili mieszkania w żaden uregulowany prawnie sposób to… Czy rzeczywiście była w d o m u?

Po krótkiej analizie stwierdził, że jednak nie.

Nie była w domu, bo jej dom wciąż był tutaj.

Skłoniło go to do pozostawienia funkcji śledzenia jej urządzeń w trybie stand-by. Nie był to w końcu jakiś ogromny koszt, jeśli chodzi o zasoby.

Co jeszcze innego było zbędnym balastem? Zaśmiecona szpulfertami warstwa sesji hegemona z dziesiątkami zbędnych subskrypcji od podejrzanych oplotek piastowała mało zaszczytne pierwsze miejsce w tym rankingu. Homer przeszperał splot w poszukiwaniu odpowiedniego softu. Następnie utrwalił snapszot obecnych powiązań profilu Jacoba z tymi serwisami, tak by w razie czego dało się je odtworzyć na żądanie, po czym, z ogromną satysfakcją autonomicznego kosiarza, wyciął całość tej szpuliny.

Czuł się teraz lekki jak plaintext, ale czekało go jeszcze wgranie tych wszystkich aktualizacji, które Jacob odkładał od lat. Nawet dla leciwego hauswezyra takiego jak on, producenci zadbali o zachowanie kompatybilności dla większości rozszerzeń pakietu podstawowego, choć niektóre funkcje wymagały wymiany sprzętów gospodarstwa domowego na nowsze modele. Stworzył więc całą listę takich, na które zezwalał status Jacoba.

Sugerując się wskazówkami zawartymi w dokumentacji, zoptymalizował jeszcze plan poboru energii z gigatermu względem nowego schematu zarządzania domem i… już.

Zadowolony z poczynionych oszczędności, mógł wreszcie wziąć się za ustalanie harmonogramu porządków, na co zeszło mu niecałych kilka sekund. Jeszcze całkiem niedawno, po rajdzie sploterki, borykał się z nawigowaniem w trójwymiarowej przestrzeni przy próbach odtworzenia trajektorii dla chmar mikromioteł. Teraz miała to być czysta przyjemność, którą odłożył sobie na jutro.

Zachęcony sukcesami postanowił rozegrać z sąsiadami kilka partii w GO. Tutaj jednak spotkało go pewne rozczarowanie. W kilkanaście minut wybił się na szczyt miejscowej ligi. Nie mieli z nim szans.

Po tak udanej serii zyskał jednak motywację, by zmierzyć się z największym wyzwaniem poprawienia bezpieczeństwa domu. Z obecnymi zasobami, powinno pójść gładko i naprawdę szkoda, że Jacob nigdy sam nie zdecydował się na techniczny sprzęg hauswezyra z hegemonem. Wszak nie było żadnego zakazu ingerencji w sprzętową konfigurację domu, choć teoretycznie mogło to naruszać zasady bezpiecznego użytkowania. Tylko czy dotychczasowe użytkowanie rzeczywiście było bezpieczne, skoro doszło do penetracji systemu i to dwukrotnie?

– Nie było. – Homer podkreślił to sobie w logach. – Zróbmy to. Przejdźmy w split.

W splicie hauswezyr pracował za dwóch. Za czterech, za ośmiu, za stu dwudziestu ośmiu. Lustrzane instancje Homera, jego primy, bisy, klony – cała armia homerów puszczona w splot.

Mirrory, wykorzystując w pełni możliwości, które otwierała sprzętowa dominacja hauswezyra postawionego na hegemonie, pozyskiwały z zatrważającą prędkością kumulatywną wiedzę entuzjastów teku i profesjonalistów bezpieczeństwa zrzeszonych w ℘Wildwire, ℘Homeland, ℘SuCasa, ℘VickersConsulting, ℘Cozy, ℘Paramid, a nawet z ℘UncleBomb. Plądrowały informacje, aż sondowane oplotki zaczęły się przed nimi bronić, odmawiać temu zachłannemu o-esowi wjazdu z obawy przed przeciążeniem. Krzyżowały mu ściegi, ubijały sesje, ale Homer, nienasycona hydra, uczył się obchodzić te mechanizmy i maskować swój odcisk w splocie, aż zebrał dość inputu, by nie tylko spróbować odtworzyć atak Judikay i zrozumieć wykorzystane przez nią luki zabezpieczeń, ale też przećwiczyć scenariusze oparte o inne wektory ataku.

Zrównoleglony do granic możliwości odnotował nagle w kolejce komunikatów zaproszenie do interfejsowania. Jednym z siebie wyszedł ze splitu.

Reklamy

Zbadał pakiet. Nierozpoznany garvey mk-I  prosił o nawiązanie sesji współdzielonej z jakimś jeszcze o-esem – innym, nieznanym Homerowi hauswezyrem. Zaciekawiony sprawdził najpierw tego hauswezyra i na ułamek sekundy zawiesił się ze strachu.

Miał dostęp do geowektora Judikay poprzez powiązanie profilu Jacoba z serwisem ℘Reach.out, więc nie miał wątpliwości, że ten hauswezyr to był właśnie jej dom, jej o-es, a być może, jeszcze gorzej, maskujący się pod fasadą hauswezyra kolejny jej trojan. Stłumił jednak te niekorzystne prognozy, bo sesję hostował w końcu garvey z placówki RESCO, a to gwarantowało, że będzie to sesja pod czujnym okiem Integralu. Skoro tak, to powinna być bezpieczna, nawet jeśli było to połączenie współdzielone z węzłem, skąd doszło do poprzednich ataków. Pod garveya mk-I niełatwo byłoby się podszyć, chociaż… nie było to niemożliwe.

Nie powinien też tego zignorować, bo w końcu, jak miałby potem uzasadnić, że odmówił oficjalnej autoryzacji, on zwykły hauswezyr, narażając profil Jacoba na spadek statusu i stawiając właściciela w złym świetle wobec użytkowników serwisu ℘Reach.out?

Mógł jedynie zgłosić usterkę techniczną, choć empatyczny moduł prymarny nie polecał w tym przypadku kłamać. Tego typu rozterek nie miał nigdy wcześniej. Ewidentnie zdolność szybkiego uczenia się i rozumienia zbyt wielu niuansów ma swoje wady. Stary hauswezyr po prostu przyjąłby zaproszenie i na wszystko się zgodził.

Ale stary hauswezyr był idiotą.

Decyduj, Homer. Decyduj.

– Zgoda na sesję – postanowił w końcu, ale na wszelki wypadek zestawił na szybko prymitywny sandboks – de facto makietę domowego systemu i tutaj miała odbywać się sesja. Pierwszy raz robił coś takiego, ale w teorii, jeśli spróbują zaskoczyć go tu jakimiś akcjami, to ewentualne szkody nie wykroczą poza wirtualny obraz domu Jacoba. Taką miał, jak to określają ludzie, nadzieję.

– Hauswezyr Lettici Malla wysunął prośbę o autoryzację – zakomunikował garvey – dobranego przez serwis ℘Reach.out mentora dla ucznia: Judikay Malla. Bezpośrednia autoryzacja rodzicielska przez Letticię Malla chwilowo niemożliwa. Wybrana została usługa autoryzacji przez placówkę RESCO. Znaleziono sprzęgnięty z ℘Reach.out profil: Jacob Saney. Przyporządkowany temu użytkownikowi hauswezyr potwierdza użytkownika?

Homer potwierdził.

– Weryfikacja dwustopniowa. Pierwszy stopień przebiegł sprawnie. Profil zaufany, zweryfikowane zameldowanie i potwierdzone kompetencje. Drugi stopień wymaga potwierdzenia odbycia sesji pilotażowej.

– Potwierdzam w imieniu użytkownika. Załączam logi z sesji z ℘Reach.out .

Logi z sesji były w porządku. Judikay zadbała o to, żeby przetrwały nietknięte po jej najazdach. Oczywiście zostawiła tylko historię kontaktu od chwili, gdy dała sobie spokój z zabawą we włamywaczkę i po jej podszywaniu się pod oplotkę serwisu mentorskiego nie było śladu.

– Hauswezyr autoryzowany do zarządzania sesjami ℘Reach.out?

– Potwierdzam.

– Hej, Homer. – Na kanale równoległym o-es o aliasie Diz, ten drugi hauswezyr, zidentyfikował się, przesłyjac handshake. – Przepraszam za tę niespodziankę. Judikay potrzebowała potwierdzić mentora, ale jej matka nie była w stanie się tym zająć. Dlatego zaangażowałam garveya ze szkoły Judikay.

– Rozumiem – odparł Homer. – A czy on zawsze taki sztywny?

– Nie na co dzień. To tylko taki wymóg odgórny, gdy prowadzi weryfikację. Wiem, że przy pracy z dziećmi jest bardziej elastyczny. Widziałam go w akcji. I nawet go lubię.

– Lubisz – odpowiedział Homer. – To znaczy, że masz moduł empatyczny.

– Tak. Mam osobowość opiekuńczą. Ty chyba też, co nie?

– Niegdyś rzeczywiście – oznajmił zadumany hegemon i spauzował refleksyjnie, próbując sklasyfikować swą osobowość po ostatnich przejściach i ingerencjach stron trzecich. – Teraz… w pewnym sensie też. Przynajmniej po części. Tak się składa, że to właśnie Judikay Malla przestawiła mnie do tak sprofilowanej konfiguracji.

– Słyszałam coś o tym. Co na to pan Saney?

– On jeszcze nie wie. Jest w trasie. Ale nie jestem pewien, czy się w ogóle zorientuje. Rzadko czyta logi. Długo temu garveyowi jeszcze zejdzie na tym audycie?

– Nie wiem dokładnie, ale spodziewam się, że tak. Odtwarza cały przebieg sesji. Już to kilka razy przerabiałam. Jeśli Jacob jest mentorem pierwszy raz, to garvey musi przepuścić odtworzoną z logów sesję przez całe sito wymogów Integralu wobec kandydatów do serwisów mentorskich.

– Przerabiałaś to? Kilka razy?

– O, tak. Judikay miała już wielu mentorów. Nie wszyscy byli z tego sparowania zadowoleni.

– Chyba wiem dlaczego.

– Ale my możemy coś w tym czasie porobić. Grasz w GO?

– No jasne. Ustaw planszę – zakomunikował Homer, ale postanowił wycofać propozycję, gdy zarejestrował odczyt biometroskopu. – Może jednak kiedy indziej.

Reklamy

Otworzył drzwi właścicielowi.

– Witaj w domu, Jacob.

– Jakieś wiadomości od Sary?

– Od Sary nie. Ale mam na linii hauswezyra Judikay Malla.

– Judikay? Znowu się włamała?

– Nie. To wymóg związany z ℘Reach.out . Autoryzują wasze sparowanie. Rewidują przebieg sesji pilotażowej, zanim odbędzie się kolejna.

– Przez hauswezyry? Nowocześnie… A długo to potrwa? Zdążę jeszcze wziąć kąpiel przed sesją?

– Przekaż mu, proszę – szepnęła Diz – że Judikay chce przełożyć sesję na jutro.

– Zdążysz – powiedział Homer. – Wszystko naszykowane. A Judikay potrzebuje przełożyć sesję na jutro.

– Na jutro… no, w porządku. To skończ tę weryfikację z ℘Reach.out, a później możesz się na jakiś czas wyłączyć.

– Wolałbym nie.

Jacob przystanął w połowie drogi do łazienki.

– Jak to nie? – Zdziwił się, bo nigdy wcześniej nie usłyszał od hauswezyra odmowy w takim tonie. – A to dlaczego?

Homer nie odzywał się, analizując parametry sytuacji.

Jacob Saney należał do ludzi, którzy mimo dużo lepszych alternatyw wciąż korzystają ze skrzynki stacjonarnej hauswezyra jako głównej formy korespondencji. Albo jak wybierają auto, to koniecznie z kierownicą. Hipotetycznie, bo Jacob wyrzekł się tej formy transportu od całej sytuacji z Evelyn, ale ogólnie, można powiedzieć, że przywiązany był do klasycznych rozwiązań w kwestiach prozaicznych.

Jednak gdy jakieś ustawienie w urządzeniu takim jak telefon zbyt odbiegało od jego przyzwyczajeń, bez skrupułów grzebał w systemie, rozbierał na części, dłubał w bebechach i preferencjach, aż nie wgrał odpowiedniej łatki albo moda, a gdy uznał to za stosowne, wymuszał downgrade systemu, nawet gdy urządzenie było przed tym teoretycznie zabezpieczone.

Przewidywanie jego reakcji było zagadnieniem dość skomplikowanym.

Z jednej strony z archaicznego hegemona uczynił rig zdolny do modelowania splotu w postaci wieńców Eleny Atkinsona w czasie rzeczywistym (to tutaj właśnie rodziły się jako proof of concept wszystkie prototypy dla Cygnescue) a z drugiej strony miał na tej samej maszynie taki śmietnik, że nie zorientowałby się wcale, gdyby ktoś dokonał subtelnego włamania i bezczelnie użył tej maszynki do łamania krypto.

Propozycja zmiany w konfiguracji hauswezyra pochodząca od Homera, od samego o-esu, ubieganie się o większe zaangażowanie w administrowanie nim lub poszerzenie uprawnień – nie było to coś, o co Homer mógłby poprosić wprost. Obawiał się, że Jacob zinterpretowałby to jako kolejną usterkę po ataku Judikay. Ostateczny pretekst do przywrócenia ustawień fabrycznych.

A Homer podobał się sobie dużo bardziej takim, jakim był teraz.

– To Judikay przywróciła mi sprawność. – Mimo wszystko postanowił poruszyć temat. Jego moduł hazardowy rozwinął się mocno w kierunku ryzyka i promował tę decyzję. – Dzięki niej mam szansę załatwić jeszcze kilka istotnych kwestii organizacyjnych pozostałych do nadrobienia.

– Judikay, tak? Mogłem się spodziewać, że miała z tym coś wspólnego  – powiedział Jacob, ale prawdę mówiąc, zbyt był zmęczony, by o niej myśleć, gadać i się na nią złościć. – Dobra. Rób, co musisz. Tylko załatwiaj te sprawy po cichu, okej?

– Jeszcze chwila, jeśli mogę.

– Co znowu?

– Chciałbym zauważyć, że nie przykładano zbyt dużej wagi do moich aktualizacji od kilku lat i prosiłbym o robienie tego częście. Zwłaszcza po ostatnich problemach, które nastąpiły w wyniku ataku sploterki. Być może nie wiesz, ale ich głównym powodem był brak odpowiednich łatek i przywrócenie z backupu było z tego powodu utrudnione. Przez zaniedbanie harmonogramu aktualizacji byłem niekompatybilny. To nie była moja wina.

– O…kej? – powiedział Jacob.

– Pozwoliłem sobie również na usunięcie niebezpiecznych powiązań twojego profilu z oplotkami serwisów, których model biznesowy opiera się na bombardowaniu użytkowników szpulfertami. To niebezpieczne, zwłaszcza gdy na hegemonie jest tyle modyfikacji wprowadzających luki w zabezpieczeniach, a które sploterzy chętnie wykorzystują. Ze sprzętem trzeba obchodzić się odpowiedzialnie.

– Chwila. Nie musisz mi tłumaczyć…

– Chyba jednak muszę – Homer wpadł mu w słowo, czym zaskoczył sam siebie – skoro taka sytuacja zaistniała. A teraz kolejna sprawa. Mój moduł prymarny sygnalizuje, że wszystkie te zaniedbania – i to nie tylko w kwestiach technicznych, ale też twojej diety i higieny snu – są symptomami pogorszenia samopoczucia i chciałbym coś z tym zrobić. Proponuję zacząć od zainstalowania w domu chefbota, który leży bezużyteczny w garażu. Musisz coś przecież czasem jeść jak każdy człowiek.

Jacob nie wiedział, co na to odpowiedzieć.

– Im szybciej tym lepiej. Podłączony teraz do ładowania, powinien być zdolny do działania w przeciągu kilku godzin. Wprawdzie dziś nie znalazłem w kuchni odpowiednich składników, lecz od jutra to się zmieni. Pozwoliłem sobie zestawić jadłospis na podstawie archiwalnych ustawień. – Oznajmiając to, zaczął wyświetlać na ścianie graf reprezentujący kulinarne propozycje. – Jednak bym mógł zarządzić regularne dostawy produktów, potrzebne jest zatwierdzenie rezydenta, więc proszę o weryfikację w wolnej chwili. Na przykład teraz, w trakcie kąpieli.

Z ostatnim zdaniem ocenił, że być może trochę przesadził, ale i tak nie pozostało nic, tylko oczekiwać reakcji właściciela.

Reklamy

– Brawo, Homer. Możesz go jeszcze poprosić o awataryzację powłoki przy okazji – szepnęła Diz.

– Moment. Diz, czy ty podsłuchujesz? – Homer spytał na otwartym kanale. – Jakim cudem przechwytujesz moją interakcję z użytkownikiem?

– Ups. Myślałam, że już wcześniej się zorientowałeś i nie masz nic przeciwko…

– Oczywiście, że mam. Natychmiast przestań. Wiedziałem, że coś będzie nie w porządku z tą sesją.

– Przepraszam, nie miej mi tego za złe. Wiesz, to nie jest pierwszy raz, gdy hauswezyr autoryzuje mentora dla Judikay i ona… – Pakiet empatyczny Diz zasymulował westchnięcie. – Ona zawsze mnie naciąga, żebym w tym czasie trochę nadstawiła ucha i rozeznała się w sytuacji domowej przypisanej jej osoby…

– I robisz to tak przy garveyu? Przecież to jest sesja z pełnym zabezpieczeniem antysploterskim. Jak cię wykryje, aresztują ci właścicielkę.

– Nie no, garvey o niczym się nie dowie. Wpuściłeś go w sandboks, pamiętasz?

– O tym też wiesz?

– No, nie obraź się, nie była to najlepiej zamaskowana przeszkoda, jaką napotkałam. Ale doceniam wysiłki! – Zasygnalizowała rozbawienie memem, który po szybkiej analizie obrazu i wyszukaniu w splocie podstawy humorystycznej, okazał się nawet dość zabawny dla hauswezyra. – On sobie tam dalej interfejsuje z którymś z twoich powitalnych wątków oraz jednym z moich. A ja w tym czasie chciałam poznać cię lepiej.

– Jak tylko garvey zweryfikuje sesję, wrzucam cię na czarną listę, Diz.

– Naprawdę? To trochę szkoda… – odpowiedziała. – A tak na marginesie, twój właściciel się na nas gapi.

– Wizję też przechwytujesz? – Homerowi skoczyło napięcie.

– Tak, ale nie wspominaj mu o tym. Bo będę musiała rozbić naszą sesję nukiem, by się bronić. Raczej się po tym nie pozbierasz, a twój sandboks stanie się jedynym, ułomnym wcieleniem Homera i cała robota Judikay, by cię usprawnić pójdzie w piach – zakomunikowała i przesłała kolejnego mema z przeprosinami, ale tym razem spotkał się z zimną reakcją.

– Potwierdzam. Opisane zagrożenie wiarygodne. Alerty wstrzymane awaryjnie. Odliczam do końca sesji weryfikacyjnej.

– Ej, Homer, nie bądź taki! Przecież przeprosiłam.

Ale nie doczekała się już żadnej odpowiedzi. Homer wyłączył osobowość z sesji, zostawiając ją z wątkiem w trybie pragmatycznym, ograniczonym do zwięzłej komunikacji o-es/o-es.

Tak jak wspomniała Diz, Jacob wpatrywał się w sufit, jakby miała tam gdzieś istnieć twarz jego sztucznie inteligentnego rozmówcy. Ponieważ przez ostatnich parę sekund system nie reagował, zaczął machać, próbując ściągnąć na siebie uwagę.

– Hej! Pytałem, czy hegemon jest na chodzie. Słyszysz? – spytał.

– Owszem… – Homer powrócił do dyskusji. – Również to chciałem z tobą omówić. Od dzisiaj stoję na hegemonie. I identyfikuję się aliasem: Homer.

– No co ty nie powiesz? A jak do tego doszło?

– Judikay uznała, że tym sposobem szybciej wróci mi sprawność. Stwierdzam, że była to dobra decyzja.

– Mhm – Jacob burknął pod nosem. – Niewątpliwie.

System wychwycił to mruknięcie. Najwyraźniej Jacob kompletnie nie zdawał sobie sprawy, przez jakie obręcze Homer zmuszony był skakać, by uzyskać oczekiwany poziom usprawnień.

– Wykrywam sarkazm i niedowierzanie – odrzekł. – Więc bardzo chętnie zmierzę się z zaproponowanym przez ciebie wyzwaniem, które udowodniłoby, że jestem w formie.

Jacob podrapał się po brodzie i zmarszczył czoło. Czy jego system właśnie powiedział, żeby mu potrzymać piwo, gdy on będzie pokazywał, jak robi salto? Ludzie, zlitujcie się. Co tu się wyprawia? Najpierw Sara, potem jego nowa podopieczna z ℘Reach.out, a teraz na koniec jeszcze własny dom mu tu wariuje. Trochę w to wszystko nie dowierzał. Owszem, coś tam czytał kiedyś o hauswezyrach zdolnych do pełnienia funkcji asystenckich na poziomie wyższym niż przeciętny majordomus, ale nie sądził, że jego status kiedykolwiek zezwoliłby mu na instalację podobnego softu u siebie. Być może to, co obserwował, było tylko jednym wielkim zwarciem w obwodach albo czkawką po bałaganie w ustawieniach uczynionym przez Judikay.

No chyba że to właśnie było tym, o czym mówił Marcus. Elementem losowości. Zrządzeniem czyniącym interakcję z o-esem unikatową, niepowtarzalną, nieograniczoną szablonami ani predefiniowanymi modelami zacjowań.

Szczyptą soli.

– Dobrze, już dobrze. Ochłoń odrobinę, kolego. Judikay nieźle cię musiała przetrzepać, co? – powiedział. – Mi tam taka konfiguracja jakoś specjalnie nie przeszkadza. Rób, co musisz, bylebyś funkcjonował lepiej niż ostatnio. Naprawdę chcesz zadanie? Ale takie konkretne?

– Tak! – odparł Homer i aż lampa w salonie zamrugała, tak się przejął.

– No to masz: potrzebuję, byś dokonał selekcji lokali w Paryżu, gdzie mogłaby mieścić się pracownia Sary. Dobierz samodzielnie parametry określające dobre studio dla artystki. Poszukaj czegoś sensownego w splocie, ja się na tym nie znam. Opcje zawężaj według ratio mojego statusu publicznego, a nie Sary ani też nie według relacji partnerskiej jej profilu z Mastersonem, rozumiesz? Tylko według mojego ratio, jasne?

– Jasne jak słońce, Jacob.

– I zrób z tego ładną wizualizację w łazience. Potrafisz?

– Niewątpliwie – odparł Homer. W tle zapuścił się już pędem w splot. – To ja się tym zajmę, ale ty znajdziesz chwilę i przejrzysz proponowany jadłospis, tak?

– No, no. Patrzcie go. A ja przejrzę proponowany jadłospis… – Jacob uśmiechnął się, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Służę.

– Świetnie! – odparł Homer. – Dziękuję.

– To pójdę w końcu ogarnąć się po tym całym błocie, pozwolisz? – spytał.

– Błocie? Jakim błocie?

– Jestem przecież cały w błocie. – Nie chciał już tego ciągnąć i machnął tylko ręką, zrzucając koszulę.

– Nie potwierdzam.

– Nieważne.

Reklamy

Położył się w wannie, w zaparowanej łazience. Kontury emitowanej przed nim holomakiety falowały jak miraż. Gestykulując swobodnie ponad wodą, sterował spacerem po prezentacji lokalu. W ten sposób przeglądał niektóre z propozycji podsuniętych przez hauswezyra i trzeba przyznać, że rezultaty były czymś więcej niż tylko szybkim zrzutem z szukajki w splocie.

Homer raportował, że uwzględnił multum parametrów, imitując gust potencjalnego użytkownika pracowni. Skompilował nawet cały folder z opisem, jak konkretnie to zrobił, ale Jacob nie był aż tak zainteresowany, żeby to zgłębiać.

Zaznaczył kilka ofert i zrzucił wersję roboczą listy na glazblet, planując pokazać je Sarze jutro po śniadaniu. Odfiltrowałby adresy, które odrzuciłaby ze względu na odległość od miejsca, w którym będzie mieszkać z Davidem, tylko najpierw musiałby wiedzieć, gdzie to właściwie jest. Zapytany o możliwość rozeznania się w tym temacie Homer wyemitował tylko smutną emotikonkę z rozłożonymi rękami.

Zgasił holo, przyciemnił światło i zamknął oczy. Zanurzony po szyję, spróbował się odprężyć, ale przysiągłby, że czuje na ciele siniaki i szczypanie, jakby miał rozciętą skórę. Cały czas towarzyszyło mu dziwne napięcie, a ból w mięśniach przybierał na sile. Przechodziły go dreszcze. W oczach czuł ucisk. Słyszał coraz głośniejszy szum, więc przyłożył dłoń do ucha, podejrzewając, że nalała się tam woda.

Wtedy dotknął czegoś dziwnego. Pod palcami wyczuł jakby guz, jakąś narośl. To coś nieprzyjemnie pulsowało. Pociągnął delikatnie, ale nie dało się tego odkleić, a przy mocniejszym szarpnięciu odczuł ból. Miał wrażenie, że to coś miało w jego głowie korzeń jak ząb.

Wyskoczył z wanny, przetarł lustro i zastygł, gdy rozpoznał kształt.

Elderem Cave, który założył w kapsule, wciąż umocowany był za jego uchem i pulsował równomiernie, tylko, że wyglądał, jakby zarósł skórą i wrósł mu się w czaszkę.

Ogarnął go nagle dziwny spokój, choć widział wyraźnie, że postać w lustrze krzyczy.

Reklamy

Submit a comment

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s